GŁÓWNACO, GDZIE, KIEDYARCHIWUMTURYSTYKAKONKURSYLINKIKONTAKT

ARCHEOLOGIA ŻYWA WYSTAWY ODKRYCIA EGIPT RZYM STAROŻYTNOŚĆ KSIĄŻKI NUMIZMATYKA TECHNIKI TURYSTYKA WARSZAWA POZNAŃ KRAKÓW ŁÓDŹ NIL POLSKA CZASOPISMA KWARTALNIK WIADOMOŚCI

"ARCHEOLOGIA ŻYWA" Nr 4 (34)2005

 

STEFAN WOYDA

   

I niespodziewane i oczekiwane
Odkrycie na Mazowszu pieca garncarskiego do wypalania ceramiki siwej

 

 

     

Ostatnie wieki doby starożytnej w dorzeczu Wisły i Odry charakteryzują przemiany gospodarcze o dynamice nie mającej analogii w dotychczasowych dziejach tych ziem.
Zjawiskom tym uchwytnym w źródłach archeologicznych towarzyszyły zapewne głębokie zmiany w tradycyjnej, z natury mało mobilnej organizacji życia kolektywistycznych wspólnot plemiennych. Opierały one swą ekonomikę na rygorystycznie przestrzeganych obowiązkach realizowanych głównie w ramach gospodarki naturalnej, której podstawą była samowystarczalność grup rodzinnych i małych wspólnot lokalnych. Już w ostatnich wiekach przed naszą erą ta harmonia poddana została ciężkiej próbie. Pierwszymi wyzwaniami było dla niej zetknięcie się z wysoko zorganizowanym i stosującym technologie możliwe do opanowania jedynie przez wyspecjalizowanych wytwórców rzemiosłem celtyckim. W miarę zbliżania się dwóch światów Barbaricum i obszaru cywilizacji rzymskiej procesy te nasiliły się. Należy jednak zaznaczyć, iż nie były one równomiernie rozłożone w całej przestrzeni kultury przeworskiej i nie zawsze miały charakter ciągły - progresywny, ale podlegały trudnym do zinterpretowania okresom nasileń i osłabień. Najdobitniej reprezentuje je metalurgia żelaza. Wytwórczość ta w krótkim czasie stała się nie tylko domeną wyspecjalizowanych rzemieślników, ale podlegała specyficznej organizacji produkcji grupując się niemal wyłącznie w kilku centrach, gdzie osiągała często skalę ogromną. Wyłączając się z gospodarki naturalnej hutnictwo żelaza przybrało niewątpliwie cechy produkcji towarowej. Inną dziedziną, w której obserwujemy pojawienie się ok. poł. III w. n.e. wyspecjalizowanego rzemiosła jest garncarstwo. Tu ten proces w porównaniu z hutnictwem miał inną skalę i przebiegał zgoła inaczej. Zapotrzebowanie na naczynia na zdecydowanie większej części obszaru zajętego przez kulturę przeworską zaspakajało, i w III wieku i później, głównie tradycyjne garncarstwo nie używające koła i wyspecjalizowanych urządzeń do wypału. Wytwórczość ta niezmiennie od neolitu była zajęciem uprawianym w każdym gospodarstwie rodzinnym lub w ramach wspólnot wiejskich. Nurt rzemieślniczy nie wyrósł z tradycyjnego i niemal zupełnie nie nawiązywał do niego ani technologią ani formami produktu. Ceramika rzemieślnicza (zwana w polskiej archeologii umowną i wspólną nazwą ceramiki siwej) była wykonywana na szybkoobrotowym kole garncarskim i wypalana w specjalistycznych, dość skomplikowanych w budowie piecach. Ta technologia, formy naczyń, ich wartości użytkowe nawiązywały lub wręcz miały analogie w garncarstwie prowincji rzymskich. Na "tle" pozostałych składników inwentarzy domowych ceramika siwa nieodparcie robi wrażenie importu z obcej kultury. I tak należy ją postrzegać. Chociaż produkowana w środowisku kultury przeworskiej była ona w swej istocie importem - importem technologii i form naczyń obcych miejscowym "normom". Nie można nawet wykluczyć, iż garncarstwo rzemieślnicze nie tylko było zainicjowane przez garncarzy wywodzących się z obszarów naddunajskich, ale przez cały czas trwania pozostawało w ich rękach.
Główne centra produkcji ceramiki siwej znajdowały się w południowej Małopolsce, w okolicach Krakowa. Odkryto tu ponad 100 pieców garncarskich, a ceramika siwa w osadach tego rejonu jest najczęściej liczniejsza od lepionej ręcznie (nierzadko przekracza 80%). Inne mniejsze ośrodki produkcji istniały na Górnym i Dolnym Śląsku. Najdalej na północ wysuwa się lokalne zgrupowanie w dorzeczu górnej Warty. Im dalej na północ tym udział ceramiki siwej zmniejsza się wyraźnie, a brak pieców nie pozwala na jednoznaczny sąd, czy jest ona produktem lokalnym, czy importem z południa. Na trwających w 2 poł. III w. i później osadach mazowieckich zawsze ceramika siwa jest obecna, choć w ilościach zdecydowanie odbiegających od zarejestrowanych w Małopolsce (rzadko przekracza 5% ogólnej ilości naczyń). Ten stosunkowo mały udział, jak i pewne specyficzne cechy ceramiki siwej odkrywanej na Mazowszu (ogólnie reprezentuje ona nieco niższy poziom technologiczny niż ta pochodząca z czołowych warsztatów małopolskich) sprawiły, iż nie bez podstawy były opinie, iż mogła ona pochodzić z warsztatów lokalnych. Ta hipoteza wobec braku odkryć takowych stawała się z biegiem lat coraz mniej wiarygodna. W roku 2004 w Młochowie gm. Nadarzyn dokonaliśmy ważnego odkrycia zmieniającego słabnącą hipotezę o lokalnej proweniencji mazowieckiej ceramiki siwej w pewność.
Zespół osadniczy Rusiec/Młochów leży na skraju wielkiego zgrupowania osadniczego charakteryzującego się rozwiniętą produkcją żelaza. Na południowej peryferii Równiny Łowicko-Błońskiej, w krajobrazie lekko pofalowanym zwiastującym bliskość Wysoczyzny Rawskiej, w miejscu gdzie rzeczka Zimna Woda tworzy rozległy łuk ulokowane są dwie osady. Na zewnętrznym wygięciu doliny leży główna osada mieszkalno-produkcyjna rozciągająca się na powierzchni blisko 7 ha. W latach 1997, 1998 w trakcie badań prowadzonych przez Uniwersytet Warszawski odkryto tu na powierzchni 2,2 ha liczne jamy osadnicze (w tym ziemianki i studnie) i 244 dymarki. Na prawym brzegu doliny zlokalizowaliśmy obszar produkcyjny osady. W badaniach prowadzonych w latach 2004-2005 przez Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie, które objęły olbrzymią powierzchnię 4,2 ha, odkryliśmy tu cztery piecowiska z 292 dymarkami. Towarzyszyły im nieliczne jamy łączące się z produkcją metalurgiczną (m.in. ślady eksploatacji gliny przeznaczonej do budowy pieców). Tu też zupełnie niespodziewanie (niezapowiadany obrazem na powierzchni) odkryliśmy piec garncarski do wypalania ceramiki siwej. Ponieważ piece hutnicze datowane są na I-II w. n.e., a piec garncarski na połowę III (w analizie 14C uzyskaliśmy następujące daty: 225±60, 200±60) należy przyjąć, iż piec ten zbudowano w miejscu zupełnie niezagospodarowanym - izolowanym, w odległości 200 m od osady.
Jest to urządzenie w swych założeniach generalnych bardzo podobne do pieców małopolskich, jednak różni się od nich mniejszą wielkością i nieco odrębnymi rozwiązaniami szczegółowymi. Piec młochowski był położony w strefie dominacji ciężkiej gliny zwałowej. Nie ma ona jednak tak jednorodnego charakteru jak skała lessowa. Glina morenowa poprzecinana jest tu drobnymi, różnej szerokości żyłkami piasku, co powoduje że nie jest skałą monolityczną. Być może było to decydujące dla trwałości pieca. Można nawet sądzić, że ta niejednorodność skały stała się bezpośrednią przyczyną jego zawalenia.
Piec składał się z wydrążonej w glinie jamy ogniowej o wymiarach 1,8 x 1,3 m. Uchwycona w badaniach jej głębokość wynosiła 75 cm (rzeczywistą głębokość pierwotną należy zwiększyć o co najmniej 40 cm, tyle bowiem zniszczyła współczesna bardzo głęboka orka). Jama miała kształt podkowiasty ze ścianą czołową prostolinijną. Od tej ściany na poziomie dna wychodziły dwa odległe od siebie o 25 cm wydrążone w glinie kanały. Kanały w przekroju prostokątne miały wymiary 35-40/15-20 cm. Jama ogniowa umożliwiała obsłudze dostęp do kanałów i jednocześnie jej partia czołowa była miejscem paleniskowym (nie sądzę by procesy ogniowe mogły, jak się często przyjmuje, odbywać się tylko w kanałach). Po 45 cm oba kanały nie zmniejszając swej szerokości otwierały się ku górze tworząc dwie niezależne, rozdzielone przegrodą z litej gliny "komory cyrkulacyjne". Długość tych komór nieznacznie rozszerzających się ku górze wynosiła 100-110 cm, a szerokość była podobna do szerokości kanałów - 40 cm. Dzieląca komory przegroda miała szerokość 30 cm. Od góry spoczywała na niej jedna warstwa kamieni. Na wysokości 45-50 cm od dna komór, wsparty na brzegach ich obwodu i na przegrodzie, spoczywał ruszt gliniany. Jego średnica wynosiła ok. 110 cm a grubość 10 cm. Na obwodzie, 15-20 cm od brzegu zewnętrznego rozmieszczonych było 10 otworów o średnicy 5-6 cm. Relikt, który odkryliśmy, przedstawiał obraz po katastrofie. Poziom pierwszy, na którym zauważyliśmy ślady pieca był tym, na którym pierwotnie znajdował się strop rusztu. Z istniejącej ponad nim komory wypałowej rozbudowanej być może w komin wzmacniający cyrkulację powietrza nic nie zostało. Pozostałości tej zapewne gliniano-ziemnej konstrukcji znalazły się w całości na poziomie, który został objęty w nowożytności orką. Ruszt pieca załamał się wzdłuż krawędzi podpory. Jego szczątki niemal pionowo "zwisały" wzdłuż ścian obu komór cyrkulacyjnych. Wnętrze komór wypełniały nie tylko fragmenty rusztu i drobnoziarnisty rumosz gliny związany zapewne z konstrukcją ścian komory wypału, ale przede wszystkim ceramika. Bardzo silnie rozdrobnione szczątki naczyń należały wyłącznie do ceramiki siwej. W komorze było 1821 fragmentów naczyń ważących łącznie 10,4 kg. W jamie ogniowej 812 fr. (6,2 kg). Łącznie w piecu młochowskim znajdowało się 2656 fragmentów ceramiki o wadze 16,6 kg. Ponieważ przeciętne naczynie waży 0,6 kg to przyjąć możemy, że reprezentują one ok. 28 naczyń. Ceramika ta pochodzi zapewne z ostatniego niedokończonego wypału (część fragmentów jest nie w pełni wypalona) i zsuniętych do jamy odpadów po wypałach poprzednich.
To, że w miarę zbliżania się dwóch światów - Barbaricum i Imperium Romanum na teren pozalimesowy przenikały elementy wyższej cywilizacji jest zrozumiałe. Zastanawiające jest, dlaczego mimo obserwowanej łatwości przenoszenia zaawansowanej technologii, która powinna wypierać archaiczne, tradycyjne sposoby wytwarzania, proces ten albo nie pojawia się, albo ma ograniczony zasięg terytorialny, a jego dynamika jest mniejsza od tej, której należałoby się spodziewać. W przypadku ceramiki siwej ten problem występuje szczególnie wyraziście. Produkcja ta poza obszarem Małopolski nie osiąga rozmiarów znaczących gospodarczo i z biegiem czasu nie wzrasta w sposób istotny ponad poziom z pierwszej fazy mieszczącej się w III w.
Należy wziąć pod uwagę materialne przyczyny wyjaśniające to zjawisko.
1. Istniały trudności w znalezieniu w niektórych rejonach obszaru kultury przeworskiej warunków geologicznych umożliwiających budowę pieców.
2. Utrzymywanie przez rzemieślników monopolu na tę wytwórczość i niedopuszczanie do udziału w niej osób spośród ludności miejscowej. Zakłada to "obcość" wytwórców i ich samoizolację. Chronienie tajemnic warsztatowych było racjonalne, bo przez to nieliczne i efektowne wyroby osiągnęły wysoką pozycję na rynku.
Wymienione czynniki nie sprzyjające powszechnemu rozwojowi garncarstwa rzemieślniczego należy niewątpliwie brać pod uwagę, ale chyba nie one mimo wszystko decydowały o marginalnym znaczeniu tej wytwórczości na dużych obszarach środkowych i północnych kultury przeworskiej. Przyczyną tą mógł być ograniczony popyt na wyroby rzemieślnicze. Nasz zdziwienie, że tak się stało bierze się ze współczesnej racjonalistycznej perspektywy, w której wzrost i postęp gospodarczy wydaje się celem jedynym i nadrzędnym.
Poddawane różnym bodźcom dezintegrującym społeczeństwa barbarzyńskie schyłku doby starożytnej zachowują jeszcze lub starają się zachować tradycyjną spójność kultury, w której postęp techniczny w gospodarce, szczególnie ten pojawiający się w postaci silnych bodźców zewnętrznych, mógł być postrzegany jako czynnik zagrażający społecznym celom działalności produkcyjnej. Ten społeczny cel nie był podporządkowany wyłącznie tworzeniu bezpośrednich wartości użytkowych. Spetryfikowane nawyki i nakazy obowiązujące w zespołowych formach działalności gospodarczej były jednym z podstawowych czynników sprzyjających podtrzymaniu dotychczasowych więzi społecznych. Więź ta brała się bowiem nie z wąsko pojmowanej sfery, którą dziś nazywamy kulturą duchową, ale z nierozdzielnej jedności wspólnych, naznaczonych tradycją działań we wszystkich dziedzinach życia. Rozmaite działania gospodarcze, nawet jeśli my postrzegamy je jako wyłącznie praktyczne i utylitarne, były wówczas w swym znaczeniu społecznym nie tylko nie przeciwstawne sferze sacrum, ale jej integralnym składnikiem. Niewątpliwie ważnym elementem tradycji była produkcja ceramiki, szczególnie iż jej produkt poprzez możliwość nadawania mu rozmaitych form (kształt naczyń i ich ornamentyka) stwarzał warunki do manifestowania identyfikacji z grupą społeczną. Ceramika toczona w najmniejszym stopniu nie sprzyjała realizacji takiego celu. Wręcz odwrotnie, była ona najgłębiej nieinherentna. Jej wytwarzanie spoczywało najpewniej w rękach "obcych" (stąd być może częste niedopuszczanie warsztatów garncarskich do przestrzeni osad), a formy naczyń nie nawiązywały zupełnie do tych, przez które realizował się cel grupowy - manifestowanie tożsamości wiążącej jeszcze społeczeństwa barbarzyńskie. Jeśli mamy do czynienia ze świadomym odrzucaniem masowego przyjmowania wytworów garncarstwa rzemieślniczego, to przecież wiemy, że cel jaki próbowano przez to osiągnąć już nie był realny. Nie tylko wyzwania gospodarcze, ale przede wszystkim polityczne i militarne zwiastowały już nieuchronnie zmierzch kultur ukształtowanych w tej części Europy. Pojawienie się ceramiki siwej jest małym, ale wyraźnym sygnałem zapowiadającym koniec świata barbarzyńców.


Copyright by EM-Press                                                                                                                                           Projekt: STUDIO.mm