EKSPEDYCJA "WIATREM GNANE"
- Szczegóły
- Opublikowano: piątek, 10, luty 2012 10:59
- Archeologia Żywa

43 działa − pochodzące najpewniej z 2. połowy XVIII stulecia − odkryto na dnie Bałtyku na wysokości Ustki. Badaczy zaskoczyła wielkość kilku zabytków, przekraczająca 3,5 m. Niektóre z nich są sygnowane inskrypcją „VB”. Litery te oznaczają pracownię, w której odlano działa, należącą do szwedzkiego, arystokratycznego rodu Von Berchner.
TEKST: BARTOSZ KONTNY, IWONA POMIAN
W czerwcu br. odbyły się archeologiczne badania ratownicze, mające na celu wykonanie dokumentacji i zabezpieczenie dział odkrytych podczas inwentaryzacji dna morskiego na wysokości Ustki. W projekcie brały udział instytucje, które uczestniczyły w odkryciu zabytku: Instytut Morski w Gdańsku i firma Generpol sp. z o.o. Pod względem konserwatorskim prace zabezpieczało Centralne Muzeum Morskie w Gdańsku, reprezentujące pomorską służbę konserwatorską. Główne wsparcie techniczne stanowiła Marynarka Wojenna RP oraz grupa doświadczonych nurków amatorów, a nadzór nad zabytkami pozostawionymi pod wodą zapewnił Oddział Morskiej Straży Granicznej.
W trakcie badań wykonano dokumentację pomiarową i fotograficzną znaleziska. Stwierdzono, że na dnie zalegają 43 działa. Zabytki spoczywały w jednej zwartej grupie, w trzech równo ułożonych warstwach.

Statek "Imor" z pokładu którego prowadzono badania
Działa odsłaniały swoją tajemnicę stopniowo... Pierwszą niespodzianką był materiał, z którego je wykonano: żeliwo, znacznie trudniejsze w konserwacji od brązu. Drugie zaskoczenie wiązało się z dużymi rozmiarami: długość większości przekraczała 3,5 m. Musiało to wpłynąć na tempo badań, tym samym opóźniając termin, w którym działa trafiły do rąk, niespokojnych o ich los, archeologów. Oględziny pod wodą nie mogły być precyzyjne: tylko najwyższa warstwa zaształowanych dział była dostępna do obserwacji, ograniczanej dodatkowo sieciami (że nie wspomnę o dojmującym, od pewnego momentu, zimnie – temperatura na dnie wynosiła 2˚C, co nie ułatwiało pracy). Przede wszystkim jednak działa „obrośnięte” były grubą warstwą konkrecji mineralnej i małżami, co nie pozwalało na dokonanie precyzyjnych ustaleń. Tymczasem diabeł tkwi w szczegółach: dla ustalenia chronologii i pochodzenia tego rodzaju broni ważne są nie tylko ogólne proporcje, ale także kształt czopów (obrotowych zawieszeń dział na lawetach wózkowych) i umieszczane na nich znaki, sposób uformowania miejsca, w którym umieszczano lont, zdobienia sytuowane zwykle pomiędzy czopami, forma zaczepu lin hamujących, zlokalizowanego na tylcu etc.

Wydobywanie dział z dna Bałtyku na pokład statku badawczego
Tego rodzaju obserwacje możliwe były dopiero po wydobyciu armat. Z tego właśnie powodu praca koncepcyjna ruszyć mogła pełną parą wówczas, kiedy pierwsza z nich ukazała się na pokładzie „Imora”. Niestety, z uwagi na konieczność szybkiego transportu do pracowni konserwacji, czasu na dogłębne studia nie było wiele i dociekania prowadziliśmy w oparciu o dokumentację fotograficzną i własną pamięć.
Sine ira et studio (czytaj: na pokładzie statku) udało się dokonać pierwszych ustaleń, tj. stwierdzić, że działa pochodzą najpewniej z drugiej połowy XVIII w. Wskazywał na to jajowaty kształt zaczepów na tylcu, cylindryczne czopy i ich umiejscowienie nieco dalej tylca niż wylotu lufy, czy bardzo wyraźne wyodrębnienie tylca od lufy.
Przełom miał jednak przynieść kolejny tydzień, kiedy to – jedno po drugim – działa podnoszono na pokład „Piasta” i „Imora”. Okazało się wówczas, że nie wszystkie spośród dział mają identyczne rozmiary: niektóre mierzą „zaledwie” 250 cm (nie licząc tylca, który nie był brany pod uwagę w dawnych kalkulacjach wymiarów dział). „Eureka” można było jednak krzyknąć dopiero podczas inwentaryzacji, poprzedzającej zabezpieczenie dział (ponowne zatopienie w oznaczonym miejscu). Podczas pomiarów oczom naszym ukazały się detale, pozwalające na określenie daty produkcji: na niektórych czopach umieszczono liczbę „1771”, co potwierdzało nasze wcześniejsze domysły.

Na dodatek niektóre z czopów zaopatrzone zostały w inskrypcję „VB”. Dziś wiemy, że litery te oznaczają pracownię, w której odlano działa, należącą do szwedzkiego, arystokratycznego rodu Von Berchner. Wprawdzie to nie Szwedzi byli prekursorami odlewania dział żeliwnych: wynalazek ten jest dziełem Anglików, którzy od 1543 r. opanowali tę technologię, stopniowo zastępując wcześniejsze armaty, o lufach skuwanych z grubych prętów żelaznych. Od końca XVI w. produkcję odlewanych dział żeliwnych opanowano również w Szwecji, a ich masowa produkcja nastąpiła w drugiej połowie XVII stulecia. Wiele egzemplarzy sygnowanych: „VB”, z podobnego okresu (od lat 70-tych XVIII w. po początki XIX stulecia), przechowywanych jest dzisiaj w zbiorach szwedzkich, m.in. w Armémuseum w Sztokholmie czy Marinmuseum w Karlskronie. Są to jednak zbiory mniej liczne i nie tak jednorodne jak znalezisko z Ławicy Słupskiej.

Fotomozaika skupiska 43 dział zalegających na dnie Bałtyku na wysokości Ustki
Odkrycie licznych dział sygnowanych znakiem tego samego warsztatu i powtarzającą się datą produkcji sugeruje, że mamy do czynienia z niespotykanym ładunkiem: nie mogły to być działa zużyte, potraktowane jako balast, ale – pełniąc jednocześnie rolę balastu – stanowiły zasadniczy towar, będący realizacją dużego zamówienia.
Z jakimi dokładnie wydarzeniami związany jest tak szczególny transport – trudno powiedzieć. Nie wiemy nawet, czy miały one stanowić wyposażenie okrętów czy też służyć jako uzbrojenie fortec, bądź armii polowych: do XIX wieku armaty były uniwersalne i – przy stosunkowo łatwym przenoszeniu – stosowano je tak na lądzie, jak i na morzu. Pierwsze skojarzenia każą łączyć odkrycie z wojną szwedzko-rosyjską o panowanie nad Bałtykiem, zbliżającą się do kulminacji, która miała miejsce w latach 1788–90, kiedy to rozegrała się cała seria bitew między dwoma bałtyckimi potęgami morskimi, głównie we wschodniej części Morza Bałtyckiego. Do takich starć trzeba się było należycie przygotować...
Podczas badań pobrano również próby drewna do datowania metodą dendrochronologiczną i przekazano je do prof. dr hab. Tomasza Ważnego z Pracowni Badań Dendrochronologicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.


Wrak nieznanego statku handlowego z połowy XIX wieku, zalegający około 700 m od skupiska 43 dział, zinwentaryzowany podczas tej samej ekspedycji
Zgodnie z wynikami badań otrzymanych w ostatnich dniach „dwa dominujące minima przyrostowe odzwierciedlające wyjątkowo trudne warunki wzrostu drzew powodują, że analizowane sekwencje przyrostowe nie są jednak wystarczające do uzyskania całkowicie pewnego wyniku datowania. Konieczne jest pobranie dalszych próbek do analizy. Charakterystyka drewna sugeruje pochodzenie skandynawskie, jakkolwiek w 2. połowie XVIII wieku i w XIX stuleciu w konstrukcjach szkutniczych można spodziewać się drewna sosnowego, pochodzącego ze strefy rozciągającej się od Oregonu po Syberię.” Z tego względu w najbliższym czasie zostaną pobrane kolejne próby drewna.

Dokumentacja podwodna wraku z połowy XIX stulecia
Pozostałości konstrukcji drewnianej zalegające pod działami stanowią prawdopodobnie jedynie fragment kadłuba statku, oderwany po zatonięciu. W pobliżu dział powinny znajdować się pozostałe szczątki wraka. W związku z powyższym przeprowadzono również rozpoznanie nieznanego wraka zlokalizowanego kilkaset metrów dalej. W trakcie oględzin odnaleziono między innymi naczynia fajansowe wstępnie datowane na około roku 1842, przyrządy nawigacyjne oraz naczynia szklane i kamionkowe, które po konserwacji wzbogacą wystawy Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Również z tego wraku pobrano próby drewna do datowania dendrochronologicznego.
Podniesienie zabytków i przekazanie ich do konserwacji stanowi jedynie jeden z elementów procesu ochrony morskiego dziedzictwa kulturowego. Tym razem postanowiono umieścić część wydobytych dział w podwodnym parku przy wraku siedemnastowiecznego okrętu „Solen”. Jest to możliwe dzięki współpracy z Morskim Odziałem Straży Granicznej, dysponującym metodami pozwalającymi na stałe monitorować działania odbywające się w tym rejonie. Pozwoli to udostępnić nurkom nową podwodną atrakcję, bez narażania się na jej utratę. Umieszczenie dział na Zatoce Gdańskiej nie tylko uatrakcyjnia podwodne zwiedzanie, ale przede wszystkim pozwala je chronić do czasu podjęcia konserwacji w pracowni konserwatorskiej Centralnego Muzeum Morskiego.
Należy zaznaczyć, że w powyższych badaniach brali udział również wolontariusze. Do zespołu trafili płetwonurkowie nie tylko doświadczeni w zakresie nurkowań na większych głębokościach, ale wykonujący wysokiej jakości dokumentację fotograficzną. Między innymi dzięki ich pomocy powstały zdjęcia i filmy, pozwalające uzupełnić archeologiczną dokumentację podwodną.
Opis wyprawy i galerię zdjęć znaleźć można na stronie www.wiatremgnane.pl
Autorzy zdjęć: TOMASZ STACHURA, KAZIMIERZ KOTLEWSKI, PROJEKT „WIATREM GNANE”
O autorach:
DR BARTOSZ KONTNY kierownik Zakładu Archeologii Starożytnej Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego, współrealizator projektu „Archeologia podwodna” na UW.
MGR IWONA POMIAN archeolog podwodny, pracownik naukowy Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku.
Artykuł ukazał się w magazynie "Archeologia Żywa" nr 5(57)/2011

Please wait...