SŁOWEM I OBRAZEM

Odkrycia archeologiczne mają niesamowitą moc pobudzania ludzkiej wyobraźni i stanowią niewyczerpalne źródło inspiracji dla malarzy, poetów, pisarzy i filmowców. Często jednak stworzone przez nich wizje przeszłości powstają niezależnie od archeologów, a artystyczna licentia poetica idzie zbyt daleko. Zdarzają się jednakże przypadki, gdy wzajemna współpraca archeologów i artystów może przynieść bardzo owocne efekty.

TEKST: LESZEK GARDEŁA, MIROSŁAW KUŹMA

   Chociaż przeszłe dzieje bywały i są nadal przedstawiane na ekranach kinowych i płótnach wielkiego formatu, to jednak wciąż za mało jest artystycznych wizji przeszłości w samej profesjonalnej literaturze archeologicznej. W większości przypadków publikowane przez archeologów artystyczne rekonstrukcje nawiązywały albo do samych przedmiotów (które zachowały się w niezadowalającym stanie), albo były wizualizacjami osad bądź grodzisk. Zadziwia fakt, że wśród tych wszystkich przedstawień bardzo często zupełnie brakuje ludzi.    Wczesnośredniowieczne osady pokazane są z lotu ptaka i sprawiają wrażenie „wiosek umarłych”, a grodziska pozbawione są wojów stojących na wałach. Co więc stało się z człowiekiem? Dlaczego o nim zapominamy?

Poszukiwanie człowieka
   Dla wielu młodych badaczy fascynacja archeologią zrodziła się dzięki lekturze książek, komiksów (np. Thorgal, Asterix, Kajko i Kokosz), oglądaniu filmów historycznych i słuchaniu dość specyficznej muzyki (np. Viking metalu). W ciągu ostatnich kilkunastu lat niemałe znaczenie w zakresie popularyzacji archeologii odgrywa silnie rozwijający się ruch odtwórstwa historycznego. Również w moim przypadku te wszystkie inspiracje sprawiły, że zawsze poszukiwałem sposobu na atrakcyjne, a jednocześnie nie pozbawione naukowego rygoru, przedstawianie przeszłości. Zależało mi na tym, aby dostrzec nie tylko przedmioty, ale przede wszystkim,  kryjące się za nimi postaci. Pragnąłem zrozumieć złożone procesy i motywacje ludzi, które doprowadziły do określonych zjawisk zastanych później na stanowisku archeologicznym. Całkowicie nowy wymiar przedstawiania przeszłości pojawił się przede mną w momencie spotkania z Mirosławem Kuźmą, artystą-ilustratorem, w którego sferze zainteresowań od wielu lat leżała szeroko rozumiana „przeszłość”. Poznaliśmy się zupełnie przypadkiem, wiosną 2010 roku, ale wspólna fascynacja wczesnym średniowieczem sprawiła, że momentalnie znaleźliśmy wspólny język. Wówczas nie wiedzieliśmy jeszcze, że oto rozpoczyna się nasza archeologiczno-artystyczna przygoda. Nim do niej przejdziemy – spróbujmy umieścić ją w odpowiednim kontekście. (c. d. w Magazynie)